dcd

Zakochałam się w „Cieniu wiatru”, zakochałam się w stylu pisania Carlosa Ruiza Zafona. Po skończeniu książki przez kilkanaście minut nie mogłam powstrzymać tego magicznego drżenia. Czytanie jej było czystą przyjemnością. Zafon przeniósł mnie do Barcelony i zrobił to tak perfekcyjnie, że zapomniałam, że siedzę w swoim pokoju. Jestem pod wrażeniem, jak dobrze pomyślana jest ta historia.
Po „Cień wiatru” sięgałam z lekkim uprzedzeniem, co ostatniozdarza mi się dość często. Chyba robi się już z tego jakaś reguła – książki do których mam uprzedzenie stają się moimi ulubionymi. Co do „Cienia…”,bałam się, że mnie rozczaruje. Słyszałam za dużo dobrych rzeczy na jej temat i pojawiła się automatyczna obawa, że to wszystko jest trochę przerysowane. Cieszę się, że jej nie ominęłam, bo wraz z pozostałymi częściami serii o Cmentarzu Zakazanych Książek, stoi teraz na półce ukochanych pozycji.