budapeszt

Byliście kiedyś w Budapeszcie? Nie? To nie ma na co czekać! Kupujcie bilety, pakujcie plecaki i w drogę, bo naprawdę warto.

Mam wrażenie, że Budapeszt w Polsce jest od strony turystycznej traktowany jako miasto drugiej kategorii, moim zdaniem bardzo niesłusznie. Mało wiemy o tym mieście, co najwyżej, że to stolica Węgier i że przepływa przez nie Dunaj, no może ktoś jeszcze kojarzy budynek parlamentu… i na tym zazwyczaj się kończy. A szkoda, bo to piękne miasto, gdzie liczba turystów pozostaje jeszcze w granicach normy. W dodatku jest ono bardzo dostępne dla Polaków pod względem finansowym, co zaraz postaram się Wam udowodnić. Zacznijmy więc naszą podróż do Budapesztu!

Najlepszym sposobem na dotarcie na miejsce jest zdecydowanie samolot. Jeśli wybierzemy tanie linie lotnicze, to bilet możemy kupić za około 100 zł w obie strony, jeśli tylko dobrze poszukamy. Lotnisko w Budapeszcie jest dobrze skomunikowane z centrum. Autobusem 200E należy dojechać do końca trasy, czyli przystanku Kobanya Kispest, gdzie przesiadamy się do metra (w Budapeszcie są trzy linie metra). Zakładając, że korzystamy tylko z tych dwóch środków transportu, żeby dostać się do naszego miejsca docelowego, za bilety zapłacimy ok. 10 zł. Jeśli chodzi o nocleg, można znaleźć coś niedrogiego, w korzystnym położeniu, w dobrym standardzie. Ja za łóżko w Fifth Hostel zapłaciłam niecałe 30 zł za dobę. Dobra lokalizacja, niezły komfort – polecam!

Gdy już dojechaliśmy i mamy gdzie spać, czas na ciekawszą część naszej podróży, czas na zwiedzanie miasta. Ja spędziłam w Budapeszcie dwie i pół doby. Na pierwsze popołudnie nie planowałam nic wielkiego, ot takie zapoznanie się z okolicą. Z racji, że mieszkałam kilka metrów od rzeki, to tam skierowałam swoje pierwsze kroki. Po szybkim opuszczeniu dość zatłoczonej głównej promenady miasta, moim oczom ukazał się niesamowity widok: Dunaj z licznymi mostami i górzystą stroną miasta, czyli Budą. Swoją drogą, wiecie, że Budapeszt w obecnej formie funkcjonuje dopiero od 1873 r.? Wcześniej to były dwa miasta: Buda i Peszt. Budapeszt jest przykładem miasta, które doskonale potrafi wpisać rzekę w swój krajobraz i uczynił z niej największy atut. Uwierzcie mi, że nie da się nie zakochać w widoku oświetlonego nocą Budapesztu. Ogromne wrażenie robi przede wszystkim Most Łańcuchowy i Pałac Królewski, a od strony Pesztu – Parlament. Wieczorny spacer naddunajskimi bulwarami jest obowiązkowy.

Budapeszt Noca Palac Krolewski Most Lancuchowy

Budapeszt noca Parlament

Co do wieczornych wycieczek, polecam Wam jeszcze inną, obowiązkową trasę. Przed zachodem słońca warto udać się na Górę Gellerta, która stanowi charakterystyczny element miasta po stronie Budy. Spacer jest bardzo przyjemny, mało męczący, więc nie obawiajcie się, że nie dacie rady. Po drodze mija się kilkanaście punktów widokowych i z każdego kolejnego rozciągają się coraz lepsze widoki. Na samym szczycie znajduje się Cytadela i pomnik Wyzwolenia, który ze względu na swoje ogromne rozmiary, dumnie dominuje nad miastem. Plac przed pomnikiem stanowi centralną część wzgórza, ja jednak polecam Wam miejsce odrobinę mniej popularne, które znajduje się zaledwie kilkanaście metrów dalej. Kierując się w stronę Dzielnicy Zamkowej, dochodzi się do miejsca, z którego rozciąga się niesamowity widok na miasto, w dodatku niezakłócony przez drzewa. Przy skarpie znajdują się ławeczki, więc można usiąść i poczekać na zachód słońca. W chłodniejsze dni, nie zapomnijcie zabrać ciepłego szalika, bo potrafi tam mocno wiać, czego sama doświadczyłam czekając przez dwie godziny na zmrok. Porządnie zmarzłam, ale naprawdę było warto. Z resztą, sami spójrzcie na zdjęcia i oceńcie. Czy to nie jest idealne miejsce na randkę?

Budapeszt noca Gora Gellerta

Gdy myślę o miastach, które odwiedziłam i tworzę w głowie ich prywatne rankingi, Budapeszt zawsze wysuwa się na prowadzenie w jednym aspekcie. Nigdzie nie spotkałam się z tak cudownymi panoramami, w żadnym nie znalazłam tak wielu miejsc, z których można oglądać miasto z góry. Napisałam już o Górze Gellerta, która jest bezkonkurencyjna, jeśli chodzi o nocną panoramę miasta oraz szersze spojrzenie na Budapeszt, bo możemy popatrzeć również na to, co rozciąga się po drugiej stronie góry. Drugim miejscem, które jest magiczne o poranku, jest Baszta Rybacka. Żeby zobaczyć to cudo warto wstać bardzo wcześnie, tak, żeby zdążyć na wschód słońca. Baszta Rybacka znajduje się po stronie Budy, kilka metrów obok kościoła św. Macieja. Jest to ciekawa budowla, która w niesamowity sposób potrafi zmieniać kolor w ciągu dnia, w zależności od oświetlenia – rano jest pomarańczowa, w południe biała. Składa się z licznych wieżyczek i tarasów, na które można wejść, aby podziwiać wspaniałą panoramę. Poranna wizyta jest przyjemna nie tylko ze względu na piękne oświetlenie, ale również na spokój jakiego wówczas możemy zaznać. Niestety od godziny 8:30 w tym miejscu pojawiają się tłumy turystów z aparatami… W każdym razie, ja pojawiłam się tam zaraz po godzinie 7 i śniadanie, które tam zjadłam było prawie tak świetnym doznaniem, jak to zjedzone w Sydney, o którym już kiedyś pisałam. Wyobraźcie sobie, poranne słońce, nad miastem mgła, która stopniowo ustępuję i odsłania coraz odleglejsze części Budapesztu. W dole widzimy Dunaj, nad brzegiem budynek Parlamentu, a kawałek dalej bazylikę św. Stefana. Uwierzcie, obok takiego widoku nie można przejść obojętnie.

Baszta Rybacka Budapeszt

Budapeszt poranek widok z Baszty rybackiej

Budapeszt widok z Baszty Rybackiej

Kolejnym miejsce ze wspaniałym widokiem na miasto jest taras widokowy przy pałacu królewskim, zaraz obok stacji kolejki linowo-szynowej. W tej panoramie największym atutem jest Most Łańcuchowy i bazylika św. Stefana, które tworzą wspaniałą harmonię układając się w jednej linii. Na górę można wjechać wspomnianą już kolejką, co zaoszczędza sporo czasu (chyba, że trafi się na tłumy chcące z niej skorzystać). Przejażdżka kolejką nie była moim najbardziej ekscytującym wydarzeniem w życiu, ale z drugiej strony, kolejka jest tak charakterystycznym elementem miasta, że szkoda z niej nie skorzystać, tym bardziej, że cena za przejazd nie jest wygórowana.

Widok Budapeszt

Kończąc temat budapesztańskich panoram, muszę wspomnieć o jeszcze jednym miejscu – o kopule bazyliki św. Stefana. To jedyny punkt widokowy, który odwiedziłam po stronie Pesztu. Widok z niej jest ciekawy, ale nie równa się z tymi, które rozciągają się z drugiej strony rzeki. Mimo wszystko jednak bardzo polecam, tym bardziej, że można dokładniej przyjrzeć się ulicom i dachom, o czym napiszę później. Samo wejście jest płatne, ale dosyć tanie. Trzeba przygotować się na dużą ilość stopni, nawet jeśli część drogi pokona się windą.

Budapeszt widok z bazyliki

Czas zejść na ziemię, bo tu czeka na nas wiele pięknych atrakcji, których nie można przegapić. Moim numerem jeden jest budynek Parlamentu. Ten ogromny gmach robi wrażenie w każdej perspektywie, o każdej porze. Nieważne czy patrzysz na niego z Baszty Rybackiej o poranku czy z nad brzegu Dunaju późno w nocy; czy stoisz od niego kilkanaście czy kilkaset metrów; czy patrzysz od frontu czy od tyłu, i w końcu, czy patrzysz na niego z zewnątrz czy zwiedzasz go w środku. Swoją drogą, jest to pierwszy z przykładów tego, że Węgrzy lubią rozmach, monumentalizm i stawiają na wielkość, o czym wspomnę jeszcze później. Rząd Węgier zajmuje jedynie 12% powierzchni budynku, co jest najlepszym ukazaniem jego ogromu.

Bardzo polecam zwiedzanie Parlamentu od środka. Bilet dla studenta z kraju UE kosztuje ok. 13 zł. Zwiedzanie odbywa się w niewielkich grupach z przewodnikiem, można wybierać z wielu opcji językowych, niestety brak jest polskiego. Pamiętajcie, że Parlament jest miejscem bardzo obleganym turystycznie, dlatego warto udać się tam rano, aby kupić bilet. Ja pojawiłam się tam około 13:00 i cudem załapałam się na ostatnie wejście tego dnia. Miałam szczęście, bo wnętrze tego budynku jest jednym z najpiękniejszych jakie w życiu widziałam. Na każdym kroku spotyka się tam elementy, które mają jakieś symboliczne znaczenie. W głównej sali pod kopułą znajdują się klejnoty koronne, przy których pełniona jest warta honorowa, na której zmianę udało mi się załapać. Przy tak dużej powierzchni, trochę rozczarowuje wielkość sali obrad, która nie mniej zachwyca wyglądem.

Przy okazji Parlamentu, warto wspomnieć o całej dzielnicy Lipotvaros, którą można nazwać dzielnicą rządową. Według mnie, jest to najładniejsza część miasta. Bardzo zadbana, z ładnymi ulicami i budynkami.

Budapeszt Parlament

Budapeszt Parlament wnetrza

Od budynku Parlamentu, warto przejść się ulicami Lipotvaros do bazyliki św. Stefana. Gdy pierwszy raz ją zobaczyłam, pomyślałam sobie: „O, duży kościół”… zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam bazylikę św. Piotra. Mimo to, robi ona duże wrażenie zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Przed bazyliką znajduje się duży, ładny plac, do którego prowadzi szeroka promenada. W środku liczne kopuły, freski i złocenia są połączone z dobrym smakiem, co nie daje uczucia przepychu.

Bazylika sw Stefana

Kolejnym miejsce, którego nie można ominąć w Budapeszcie, jest Dzielnica Zamkowa. Znajduje się po stronie Budy, jest położona na wzgórzu, dzięki czemu pałac królewski, Baszta Rybacka i kościół św. Macieja, czyli najważniejsze elementy tej dzielnicy, są bardzo dobrze widoczne z daleka. Spacer po tym obszarze można zacząć z dwóch stron, załóżmy jednak, że na górę dostaliśmy się kolejką, więc nasza wycieczka zacznie się od pałacu królewskiego. Zaraz za stacją kolejki znajduje się budynek przed którym sprawowana jest warta honorowa. Jeśli tylko macie chwilę czasu, poczekajcie do jej zmiany, która jest bardzo uroczysta i… zabawna. Zaraz po zmianie wartownicy stoją w ciemnych okularach, robią dziwne miny i gesty. Nie wiem czy tak jest zawsze, ale jeśli tak, to nic z tego nie rozumiem 🙂

Po prawej stronie znajduje się wejście na teren kompleksu pałacowego. Same pomieszczenia budynku są w większości zajęte przez muzea i galerie. Na dziedzińcu uwagę zwracają pomniki, mnie szczególnie zainteresowała fontanna Króla Macieja, która przedstawia scenę z polowania. Budynek pałacu nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia, dlatego przenieśmy się stąd szybko na wąskie uliczki Dzielnicy Zamkowej z małymi kolorowymi domami, i kierujmy się w stronę kościoła św. Macieja. Tu podobało mi się dużo bardziej. Kościół znajduje się w bezpośrednio obok Baszty Rybackiej i jest wykonany z tego samego co ona materiału. Jednak największą uwagę przyciąga jego dach pokryty dachówką, tworzącą fantazyjne wzory. Budapesztańskie dachy to moja drugie skojarzenie z tym miastem, zaraz po panoramach. Kolorowe wzory z dachówki znajdują się na wielu budynkach i są naprawdę piękne. Na szczególne wyróżnienie zasługuje dach Muzeum Rzemiosła Artystycznego i właśnie kościoła św. Macieja. Gdy już napatrzymy się na fantazyjną dachówkę, warto wejść do środka kościoła (wstęp jest płatny). Świątynia, która była miejscem koronacji królów, jest dosyć mała, ale urokliwa. Warto wejść na górne piętro i podziwiać z tej perspektywy liczne kolumny i bardzo oryginalne zdobienia.

dachowki Budapeszt

Kosciol sw Macieja Budapeszt

Moim trzecim skojarzeniem z Budapesztem są liczne, OGROMNE pomniki. Nie bez powodu wyraz „ogromne” napisałam z wielkich liter, bo jak inaczej można określić pomnik Wolności na Górze Gellerta albo pomnik Matki Boskiej na skarpie przy pałacu królewskim albo ogromnego ptaka (narodowy symbol Węgier), również w pobliżu pałacu, czy w końcu Pomnik Tysiąclecia na placu Bohaterów, który wygląda tak:

Plac Bohaterow Budapeszt

Sami przyznajcie, oni chyba mają jakiś kompleks mniejszości, jeśli na każdym kroku można spotkać kilku- lub kilkunastometrowe pomniki. Nie powiem, ma to jednak swój urok, szczególnie plac Bohaterów. Warto odwiedzić to miejsce, chociaż jest oddalone od centrum. Aby się tu dostać można skorzystać z metra lub dojść pieszo. Jeśli wybierzecie drugą opcję, to przygotujcie się na długą, aczkolwiek przyjemną wycieczkę. Do placu prowadzi bowiem najbardziej reprezentacyjna ulica Budapesztu – Andrassy, która była tworzona na wzór paryskich Pól Elizejskich. Trzeba przyznać, że robi wrażenie dzięki licznym drzewom i pięknym budynkom, które w dużej części są zajmowane przez ambasady.  Plac Bohaterów wraz z Pomnikiem Tysiąclecia jest uwieńczeniem alei oraz nagrodą za długi spacer. Pomnik zbudowany z okazji tysiąclecia Węgier składa się z kolumny z pomnikiem archanioła Gabriela oraz dwóch kolumnad z posągami ważnych postaci z historii Węgier.

To tyle o Budapeszcie. Wymieniłam Wam te miejsca, które mnie najbardziej urzekły. Mogłabym opowiadać o nim dużo dłużej, bo dla mnie jest to jedno z najładniejszych miast, jakie widziałam w życiu. Może to źle o mnie świadczy, ale nie mogę znaleźć słabych stron tego miasta (może oprócz Muzeum Rzemiosła Artystycznego – nie wchodźcie do środka!). Węgrom należy przyznać, że dobrze podkreślają atuty swojej stolicy, czego najlepszym dowodem jest piękne zagospodarowanie terenów przy rzece. W dodatku, Budapeszt nie jest drogi i ma mnóstwo darmowych atrakcji. Mam nadzieję, że przekonałam Was i po przeczytaniu tego posta od razu zaczniecie szukać tanich biletów.

Zdjęcia z Budapesztu znajdziecie tu.